• Adrian Walczyk

Czytać z kartki czy mówić z pamięci?


Dylemat każdego mówcy na miarę słynnego "Be or not to be" Williama Shakespeare'a. No bo przecież jak będę mówił z pamięci, to mogę się pomylić i ludzie się będą śmiać, ale z drugiej strony, jak będę czytał z kartki, to dopiero będzie pośmiewisko. Jak żyć? Jak wystąpić?





W korzystaniu z notatek podczas występu nie ma nic złego. Korzystają z nich nawet profesjonalni mówcy. Ściągawka w zasięgu ręki i wzroku powoduje, że czujemy się pewniej i łatwiej radzimy sobie z tremą. Poza tym umówmy się - o ile jesteśmy w stanie zapamiętać sens naszego przemówienia, to zapamiętanie np. kilkunastu nazwisk, wyników sprzedażowych z ostatnich czterech kwartałów czy listy sponsorów, graniczy z cudem. Notatki świadczą o naszym przygotowaniu. W końcu musieliśmy poświęcić czas na ich opracowanie, w efekcie czego na pewno coś tam zostanie w naszej głowie. Robiliście ściągi na klasówki? No właśnie. Wiecie, co mam na myśli.


Gorzej jeśli zaprzyjaźnimy się z notatkami tak bardzo, że nie będziemy chcieli oderwać od nich wzroku. W szkole groziło to bańką w dzienniku, na scenie zachwieje to uwagę naszych słuchaczy i podważy nasz autorytet. Czytanie całego przemówienia jest nienaturalne, nudne i nieprofesjonalne. Sugeruje słuchaczom, że mówca jest kompletnie nieprzygotowany. Są oczywiście pewne wyjątki np. wiadomość z ostatniej chwili podczas transmisji porannego programu telewizyjnego. Prezenter dostaje komunikat na biurko w chwili, gdy musi go przedstawić widzom. Czytać możemy również orędzia podczas oficjalnych uroczystości. W takich sytuacjach nie ma mowy o braku profesjonalizmu. Tym byłaby improwizacja.


Tak samo złe, jak czytanie całego przemówienia, jest jego recytowanie z pamięci. Jeszcze gorzej, gdy robimy to rytmem jednostajnym, zbliżonym do recytacji poezji Jana Brzechwy w szkole podstawowej. Ta ta ta ta ta ta (pauza) ta ta ta ta ta ta. Język pisany różni się od języka mówionego i jeśli nie ma się odpowiedniego wyszkolenia albo zdolności aktorskich, absolutnie nie możemy go wkomponować w wystąpienie publiczne.


Kolejnym złym pomysłem jest udawanie. Wcale nie korzystam z notatek, ale co chwilę na nie zerkam. To chyba najgorszy scenariusz. Wiesz, że nic nie wiesz. Udajesz przygotowanego, choć wszyscy widzą, że nie masz pojęcia, o czy mówisz. Lepszym pomysłem jest już przeczytanie całego przemówienia, niż decydowanie się na ten rozpaczliwy krok.


No dobra. Skoro wiemy już czego nie wolno nam robić, najwyższa pora przedstawić scenariusz idealny. Zatem - ćwicz swoje wystąpienie tak długo, aż je zapamiętasz. Wtedy podkładka z notatkami posłuży Ci jako ozdoba i podparcie dla rąk, które podczas wystąpienia lubią nerwowo wędrować wzdłuż całego ciała. Staraj się nie robić tego na ostatnią chwilę, a jeśli nie masz już innego wyjścia, największą uwagę poświęć na rozpoczęcie i puentę. Uwagę słuchaczy przykujesz maksymalnie na 20 minut - przy bardzo dobrych wiatrach. Dlatego ważne, żebyś pewnie zaczął i zaakcentował zakończenie. W razie czego, notatki masz pod ręką. Powodzenia.


Porady dotyczące notatek:


- notuj najważniejsze punkty przemówienia, a nie całe zdania

- stosuj czytelną czcionkę wielkości min. 14 pt

- stosuj małe formaty podkładek (A5) - wyglądają zdecydowanie korzystniej

- na pierwszej stronie wypunktuj najważniejsze kwestie: nazwiska, liczby, sponsorzy itp.

(przekładanie kartek na scenie nie wygląda najlepiej)


Co wolno nam przeczytać?


- imiona i nazwiska

- funkcje pełnione przez wymienionych gości

- nazwy firm

- liczby - dane statystyczne, wyniki sprzedażowe, rankingi etc.

- cytaty

- ważne komunikaty z ostatniej chwili

- orędzia


Czego kategorycznie nie powinniśmy czytać?


- powitanie

- puenta

- anegdota

- prezentacja biznesowa np. oferta dla klienta

- negocjacje







Event&Media                         

Adrian Walczyk                     

NIP: 899-261-28-96

Tel. 605 365 400

E-mail: adrian.walczyk@gmail.com

  • Facebook Social Ikona
  • Instagram Ikona społeczna